Stoję przy kuchennym barze i staram się skupić na rozmowie. Co chwila mechanicznie podnoszę do ust kieliszek z czerwonym winem. Dookoła jest już pewnie ze trzydzieści osób, a i tak część gości jeszcze się nie zjawiła.

Moja znajoma co roku wyprawia duże imieniny, na których standardowo zmagam się ze swoim introwertyzmem. Tym razem jest gorzej niż zwykle, bo prawie nikogo tu nie znam. Uczepiłam się więc dziewczyn, które kojarzę przynajmniej z widzenia.

Próbuję znaleźć wspólne tematy i nieustannie obserwuję wyjście na balkon, które mam idealnie na wprost mojego wzroku. Choć widzę niewiele więcej niż zarysy czyiś pleców, jest w tym coś niezwykle fascynującego.

“O rany! Co to za energia?!” myślę nagle i aż wstrzymuję oddech.

Grupka facetów opuszcza balkon i wchodzi do salonu. A wśród nich jest ON – mężczyzna tak bardzo w moim typie, że prawdopodobnie mam teraz szczękę na ziemi. Nie czułam czegoś podobnego od niepamiętnych czasów. Błyskawicznie obmyślam więc plan szybkiego nawiązania kontaktu a następnie równie sprawnego łapania dla nas taksówki wprost do mojego domu.

Nim jednak zdążę opracować jakąś chytrą strategię, on jakby nigdy nic podchodzi do mnie. Całuje mnie w policzek, wita się słowami “cześć, Marta” po czym idzie dalej, by wziąć sobie piwo z lodówki.

Stoję oniemiała i zupełnie nie wiem, co się właśnie wydarzyło. Czy to jakiś żart? Jestem w ukrytej kamerze? Skąd ten gość wie jak mam na imię? Czy to możliwe, że się skądś znamy i to na tyle, by dawać sobie słodkie całusy?!

Pospiesznie rozglądam się w poszukiwaniu solenizantki, która mogłaby rzucić nieco światła na całą to dziwną sprawę. Gospodyni jest jednak zajęta słuchaniem życzeń i dobieraniem prezentów, więc muszę działać na własną rękę. Jeszcze łyk wina na odwagę i ruszam.

Podchodzę do delikwenta i zaczynam rozmowę. Staram się być jak najbardziej nonszalancka i udawać, że nic nie zaszło. Pytam więc, co u niego, jak się czuje, jakie ma plany i usilnie próbuję poskładać do kupy wszystkie te informacje. Niestety nowe dane wcale nie ułatwiają rozwikłania zagadki.

Mężczyzna rozmawia ze mną zupełnie swobodnie i to w taki sposób, jakbyśmy widywali się regularnie. Wreszcie nie wytrzymuję i rzucam wprost, że zupełnie nie wiem, skąd się znamy. Jest bardzo zaskoczony, ale też nieco rozbawimy, więc zaczyna mi opowiadać całą “naszą” historię.

Spotkaliśmy się trzy lata temu u znajomej, u której właśnie urzędujemy. W tym czasie zaliczyliśmy blisko dziesięć wspólnych imprez. Na kilku z nich byliśmy w jednej drużynie, gdy graliśmy w planszówki. To on zadawał mi dziwne pytania na temat weganizmu i to o remoncie jego mieszkania rozmawiałam kiedyś z koleżanką.

Powoli coś zaczyna mi świtać. W głowie pojawia się kilka mglistych obrazów związanych z tym człowiekiem. Ale pośród nich wciąż tłucze się tylko jedno pytanie: jak mogłam przez trzy lata nie zauważyć kogoś, kto teraz jednym spojrzeniem sprawia, że majtki same mi spadają?

Tamtego wieczoru nie znalazłam odpowiedzi. Dopiero kilka tygodni później wszystko ułożyło mi się w jedną logiczną całość.

Przez bardzo długi czas byłam w związku z kimś innym. Zawsze żartowałam, że gdy jestem w relacji, to nie zwracam uwagi na płeć przeciwną. Jak się okazuje, można ten żart rozumieć dosłownie.

Gdy mam fokus na jednego mężczyznę, nie mam go na kogoś innego. Mogę z kimś rozmawiać, spędzać czas w czyjejś obecności, ale to i tak będą tylko mechaniczne zachowania, coś co szybko trafi gdzieś w czeluści podświadomości. Nawet ktoś, kto bardzo do mnie pasuje i może bardzo mi się podobać, będzie tylko nic nieznaczącym facetem, jeżeli cała moja atencja skierowana jest na kogoś innego.

Inaczej mówiąc, gdy jestem “skalibrowana”, aby wyszukiwać w przestrzeni pewnych konkretnych jakości, inne są dla mnie niemal niewidzialne.

Tyczy się to nie tylko relacji. Ta zasada obejmuje każdy aspekt życia.

Pytanie brzmi więc: kiedy ktoś staje się dla nas idealnym partnerem? Kiedy dana praca jest dla nas najlepszym rozwiązaniem? Kiedy nasze życie może być pełne pasji? Czyż nie wtedy, gdy wreszcie mamy przestrzeń, by to zobaczyć?

Może już wiele razy mijaliśmy kogoś, kto mógłby być spełnieniem naszych marzeń, ale w ogóle tej osoby nie zauważyliśmy? Może to, czego pragniemy jest tuż za rogiem, ale wciąż pozostajemy skupieni na tym, czego nie mamy lub czego nie chcemy? Może wciąż nasza dominująca wibracja jest w kontraście do tych wszystkich rzeczy, których pragniemy?

Żyjemy we wszechświecie zbudowanym z energii, a energia zawsze podąża za uwagą.

Gdy rozglądamy się dookoła, zobaczymy to, co spodziewamy się dojrzeć.

A więc na co mam dziś fokus? Czego się spodziewam? I czy oby na pewno nie ma wokół czegoś lepszego niż to, co od dawna przyzwyczaiłam się widzieć?