“Jak on to robi?” zastanawiam się i biorę głęboki wdech, tak głęboki, że moje ciało zdaje się unosić nad ziemią.

Jest tuż przed północą. Leżę na podłodze. Przez uchylone okno wkrada się ciepłe, pełne kwiatowych zapachów powietrze. W tym roku maj jest wyjątkowo piękny. 

Kilka minut temu skończyłam moją praktykę jogi. Teraz odpoczywam i pozwalam, by w głowie ułożyło się wszystko, co przyniósł miniony dzień. 

Spotkałam się dzisiaj ze znajomym. Ma kolejną dziewczynę. „Serio, jak on to robi?” zastanawiam się. Nie jest wysoki i raczej nie uznałabym go za adonisa, z pewnością nie bajeruje też lasek na kasę. Owszem, ma poczucie humoru, ale wyjątkowo cyniczne i nie jestem pewna, czy to akurat skuteczny afrodyzjak. A mimo to co rusz wozi się z jakąś nową panną. 

Mimowolnie przypominają mi się wszystkie nasze spotkania, wszystko, co mówił i robił. I nagle staje się dla mnie jasne, że “kolejna dziewczyna” to jest dokładnie to, co on ma w swoich vajbach. To jest to, co emituje na zewnątrz niczym sygnał radiowy. Jego pole energetyczne zdaje się mieć wielki neon widoczny dla całego świata: „zawsze mam kogoś”, „zawsze sobie kogoś znajdę”, „zawsze pojawi się jakaś laska”. 

„A co ja mam w swoich vajbach?” pytam samej siebie. Odpowiedź przychodzi błyskawicznie: „jak mi dobrze samej.” 

Uśmiecham się na tę myśl. Biorę kolejny głęboki wdech i jest to jedyny dźwięk, który wypełnia przestrzeń. Tak tu cicho i spokojnie… 

Naprawdę uwielbiam być singlem. Zresztą nawet gdybym nie uwielbiała, to i tak nie wiem, jak niby miałabym kogoś poznać. Fakt, czasem idziesz ulicą i nagle: bang!, ale najczęściej i tak wybieram ulice, gdzie jest zupełnie pusto. 

W mojej pracy spotykam głównie kobiety, albo mężów tych kobiet, więc raczej nie ma się co spodziewać wielkiego podrywu. Owszem, zawsze jest cień szansy, że zjawi się jakiś wolny przystojniak i zauroczony moimi wdziękami zaprosi mnie na kawę, ale prawdę powiedziawszy ta wizja jest mało prawdopodobna.

Powoli moje myśli mieszają się ze sobą w nieskoordynowany sposób. Odpływam. Czas przetoczyć się na łóżko i iść spać. Jutro robota. 

Następnego dnia siedzę przy firmowym komputerze i próbuję jak najszybciej odpowiedzieć na wszystkie maile, jakie na mnie czekają. Do sklepu, w którym pracuję wchodzi młody mężczyzna. Od progu oznajmia, że musi się rozejrzeć, bo szuka prezentu na dzień matki. Ok, niech się rozgląda. Oby nie zawracał mi gitary, bo mam dużo pracy i nie lubię niezdecydowanych osób. 

Facet przez kilka minut kręci się między gablotami. Kątem oka widzę, że zerka na mnie ukradkiem. 

„Może jednak pomogę” proponuję. 

„Chętnie. Chyba bez tego się nie obejdzie.” 

Prezentuję mu naszyjniki w kwocie jaką chce zapłacić. 

„Czy mogłaby je pani przymierzyć, żebym zobaczył, jak to wygląda na osobie” pyta trochę nieśmiało. 

Nie dziwi mnie jego prośba. Często to robię, gdy klientem jest facet. 

Zaczynam więc mierzyć jeden, drugi, siódmy egzemplarz… Mężczyzna coraz uważniej mi się przygląda i zaczyna zadawać coraz więcej pytań. “A jak to jest w branży? Co się sprzedaje? Kto najczęściej kupuje?” 

Gdy rozmawiamy mam kilka sekund, by przyjrzeć się delikwentowi. Ma piękne czarne oczy i bardzo przypomina mojego dawnego chłopaka. Uśmiecham się na to spostrzeżenie.

Jestem jednak nieco zniecierpliwiona upływem czasu, więc uparcie zamykam transakcję. W końcu się udaje. Mężczyzna płaci i dostaje wisiorek zapakowany na prezent. 

„Bardzo pani dziękuję za pomoc i przepraszam, że tak bezpośrednio zapytam… Nigdy tego nie robię, ale czy zgodziłaby się pani pójść ze mną na kawę?”

Nagle przypomina mi się, o czym myślałam przed zaśnięciem: przystojny singiel w sklepie, który zauroczony moimi wdziękami zaprosi mnie na filiżankę cappuccino.

Nie minęło dwanaście godzin od momentu, gdy przyszło mi to do głowy, a myśl stała się rzeczywistością. 

Wbrew temu, co często nam się wydaje, bardzo łatwo jest zmienić swoje vajby. Tak naprawdę zmieniamy je za każdym razem, gdy wprowadzamy się w nowy stan.

I nie chodzi tu o to, co myślimy, a raczej o to, jak się czujemy. Stan bycia – to jest to, co kształtuje naszą indywidualną rzeczywistość. 

Dwanaście godzin między myślą a manifestacją nie jest więc jakimś szczególnym wynikiem. Da się to zrobić znacznie szybciej. 

Skoro to takie łatwe, nasuwa się pytanie: dlaczego nie zawsze się tak dzieje? Czemu jeżeli wprowadzę się w stan euforii po wygranej miliona dolców, nie znajduję ich na koncie?

Powodów jest kilka, ale tym razem skupię się na jednym. Pomimo tego, że możemy zmieniać swoje vajby niemal za pstryknięciem palców, najczęściej nie pozostajemy w tej nowej częstotliwości. Nawet jeżeli pomyślimy o wygranej, za chwilę przypomnimy sobie, że to nie zdarza się często i pewnie nie zdarzy się nam. Przypomnimy też sobie o niezapłaconych rachunkach i o tym, że cukier podrożał. To wszystko wrzuca nas z powrotem w starą częstotliwość lub też nową, ale zupełnie nie związaną z dużą ilością ekstra kasy. 

W historii z przystojnym klientem, który zaproponował mi kawę, kluczem jest to, że pozostałam w randkowej częstotliwości. To jeden z uroków wizualizowania tuż przed zaśnięciem. Gdy oddajemy się w objęcia Morfeusza, zatrzymuje się nasze momentu, czyli punk naszej kreacji. Na nasze szczęście lub nie (w zależności od tego, co z tą kwestią zrobimy), zatrzymuje się ono w miejscu, w którym je zostawiliśmy. W moim przypadku było to właśnie rozmyślanie o miłym przystojnym mężczyźnie. 

Po przebudzeniu nie zmieniłam swojego momentum na inne, choć nawet się nad tym świadomie nie zastanawiałam. Dopóki jednak nie zacznę emitować nowych vajbów, dominującymi zostają te, które były aktywne wcześniej. Tak jak wspomniałam, nie ma znaczenia, czy poświęcam im uwagę czy nie. 

Przyjemnie jest wiedzieć, że w swej naturze manifestowanie jest łatwe. Jeżeli mamy wątpliwość co do tego, jaką energią emanujemy, wystarczy rozejrzeć się dookoła. Co mnie ostatnio spotyka? Czego najczęściej doświadczam? 

Jesteśmy jak projektor rzucający strugę światła na białe płótno. Obraz jaki widzimy nie jest kwestią przypadku.

Zawsze przedstawia historię, która tak naprawdę rozgrywa się w nas samych. Zawsze jest adekwatny do vajbów, jakie są w nas w danym momencie aktywne. 

Pewnie zastanawiasz się, czy poszłam na kawę z tym przystojnym klientem. Cóż, to akurat pozostanie moją słodką tajemnicą.