Od ponad godziny kluczymy wśród półdzikich dróg na obrzeżach Warszawy. Szukamy tej jednej konkretnej. Kilka miesięcy temu przysporzyła nam wielu pikantnych wspomnień i postanowiliśmy to powtórzyć. Zimą świat wyglądał jednak inaczej, a że zawsze jeździmy “na czuja”, to tamto miejsce wydaje się dziś po prostu nie istnieć. 

Z każdą kolejną minutą jestem coraz bardziej głodna i coraz mniej napalona. P. jeszcze jakoś utrzymuje swoją determinację. 

“Chyba musimy dać sobie spokój” rzucam, myśląc już tylko o cynamonowym ciastku, które mogłabym jeść teraz na jakiejś stacji benzynowej. 

“Dobra, jeszcze ta jedna” mówi P. “Jak to nie będzie ta, to wracamy.”

Skręca ostro w lewo i po chwili jesteśmy na piaszczystej szosie prowadzącej wprost do lasu. Jest oświetlona, ale mimo to, gdy tylko się tam znajdujemy, ogarnia mnie bardzo wyraźne uczucie, że to nie jest dobry pomysł.

“Wracajmy” odzywam się spokojnie, ale dość stanowczo. Moje wewnętrzne radary ogłaszają stan alarmowy. 

P. wzdycha ciężko. “Ok. Trudno. Ale Zatrzymamy się tu jeszcze na chwilę, bo muszę się odlać.”

Hamuje, a ja czuję, że naprawdę nie powinien wsiadać. 

“Słuchaj, tu jest jakaś dziwna energia. Zatrzymamy się gdzie indziej…” zaczynam, ale P. patrzy na mnie wzrokiem, który dobrze znam: “ty i te twoje vajby…”

“Nic się nie stanie. Zaraz wracam.”

Wychodzi. Biorę głęboki wdech. “To nie dotyczy mnie” powtarzam sobie w głowie. “Ja słucham vajbów i ufam im. To nie dotyczy mnie…”

Trzy minuty później P. otwiera drzwi od strony kierowcy po czym momentalnie zaczyna przyglądać mi się w dziwny sposób. Nagle wybucha śmiechem.

“Kochanie, czy ty właśnie puściłaś okropnego bąka?” pyta bardzo delikatnie.

“Co?” rzucam totalnie zaskoczona i w tej samej sekundzie zaczynam czuć nieludzki smród. “O matko! Co to?! Co musiałabym jeść, żeby spłodzić coś takiego?!” 

Smród ewidentnie pochodzi od P. Ostrożnie nachylam się w jego stronę i nagle wszystko staje się jasne. Wdepnął w gówno, pozostawione chyba przez jakiegoś potwora. Na domiar złego wymazał nim całą wycieraczkę i sprzęgło. 

Aby się nie udusić lub nie zwymiotować, uciekam z samochodu. Uważnie patrzę jednak pod nogi.

Zaczynamy akcję ratunkową. W ruch idą nawilżane chusteczki, woda z butelki i stare szmaty, które znaleźliśmy w skrzynce z narzędziami. Nic nie działa, a zapasy kończą nam się wyjątkowo szybko. 

Nie ma innego wyjścia – P. musi zdjąć buty i prowadzić boso. Nie mogę opanować rozbawienia, gdy pakujemy całe to pobojowisko do jedynej dziurawej reklamówki, a tą dodatkowo owijamy  kocem. Trzeba go będzie potem spalić, bo przecież i tak nic tego nie dopierze. I mimo, że wszystko jest szczelnie zamknięte w bagażniku, to i tak przez całą drogę powrotną jedziemy z otwartymi oknami, by jakoś wywietrzyć tę “dziwną energię”.

“A mówiłam, że lepiej, żebyś nie wychodził” rzucam z przekąsem. “Vajby nigdy nie kłamią.”

To, że nie kłamią to jedno, a to czy je czujemy i im ufamy to drugie. Oczywiście by je czuć, potrzeba trochę praktyki. Gdy już jednak skontaktujemy się z tym, co nam mówią “trzewia”, życie staje się prostsze. 

Najważniejsze to pamiętać, że na poziomie energii nie ma znaczenia, czy chodzi o nożownika w krzakach czy psie gówno na bucie.

“Zły” vajb ma tylko jedno zadanie do wykonania – sygnalizować nam, że to nie jest miejsce, rzecz lub sytuacja koherentna z nami.

Można też spojrzeć na to od drugiej strony – “zły” vajb mówi, że to, co jest koherentne z nami, znajduje się gdzie indziej. 

Oczywiście coś, co dla jednych będzie “dziwną energią” na kimś innym może wcale nie zrobić wrażenia. Energię odbieramy bowiem subiektywnie i zawsze filtrujemy zapisane w niej informacje poprzez własną wrażliwość, preferencje i wcześniejsze doświadczenia.

A co jeżeli jednak nie posłuchamy “znaków ostrzegawczych” i pomimo niepokojących przeczuć, na przykład wysiądziemy z samochodu w nocy w środku lasu? Coż, wszystko, co nas spotyka zawsze jest projekcją tego, co nosimy w swoim polu energetycznym. Jeżeli więc nie przyjmujesz do wiadomości, że zaatakuje cię nożownik, taka sytuacja nie będzie mogła zmanifestować się w twoim doświadczeniu.

Pamiętaj jednak, że gdy robisz coś pomimo “złych” vajbów, zawsze wdepniesz w jakieś gówno. 

Naprawdę nie warto ryzykować. Po prostu bez wyjątku ufaj swojej intuicji, nawet jeżeli inni myślą, że masz nierówno pod sufitem.