Leżę w łóżku i myślę o dyni. 

Dynia jest pomarańczowa. Dynia ma pestki. W sumie pestki są spoko. Z dyni można zrobić zupę… Taką kremową. Najlepsza jest w tej wegańskiej knajpie w Warszawie. Dynię można upiec. Nigdy nie pieklam dyni, ale dobrze wiedzieć, że jest taka opcja. Dynię można też marynować. Chyba… W sumie nie jestem pewna…

Robię wszystko co w mojej mocy, by koncentrować się tylko na tym jesiennym warzywie.

Mam dziś podły nastrój i za nic w świecie nie mogę zmusić się do szukania w sobie powodów do wdzięczności. Jasne jest, że nie przeskoczę nagle na wysokie wibracje. Intensywność tych niskich jest zbyt znacząca. Mogę więc zrobić tylko jedno – podnieść je do poziomu neutralnego. Dlatego za temat przewodni wybrałam dynię. Nie kocham jej jakoś szczególnie. Jest mi dość obojętna, czyli idealna.

Gdy mówię o emocjonalnej, czyli tak w zasadzie wibracyjnej skali, oczyma wyobraźni zawsze widzę te niezliczone suwaki w studiu nagrań. Realizator dźwięku kładzie palec na jednym z nich i może przesuwać go z dołu do góry, by zmienić dany parametr.

Załóżmy, że tak właśnie działają nasze emocje. Na samym dole skali mamy bezsilność, rozpacz, depresję. Nieco wyżej jest lęk, poczucie winy, zazdrość, wściekłość, nienawiść, zemsta, złość. Potem: obawy, zwątpienie, rozczarowanie, frustracja, pesymizm i znudzenie. Wreszcie dochodzimy do punktu neutralnego czyli obojętności. Jeżeli go miniemy, znajdziemy zadowolenie, nadzieję, optymizm oraz pozytywne oczekiwania. Następnie: entuzjazm, pragnienie, szczęście, pasję. I w końcu najwyższej wibrujące emocje czyli: radość, pewność, moc, miłość i docenienie. 

Jeżeli jesteśmy silnie zakotwiczeni w dolnych rejestrach, dzieli nas długa i czasem trudna do pokonania droga, by dotrzeć do rejestrów wysokich. To jak jakbyś jechał samochodem z prędkością 180 km/h w jednym kierunku i nagle podjął decyzję, że chcesz jechać w kierunku przeciwnym. Aby było to możliwe musisz najpierw wyhamować pojazd i dopiero potem rozpędzić się ku nowej destynacji.

W żadnym wypadku nie jesteśmy jednak więźniami pozycji, w której się znajdujemy. Zawsze możemy iść choć trochę do góry i krok za krokiem podnosić swoje wibracje. 

A gdyby więc tak zacząć się świadomie złościć, zamiast tkwić w bezsilności? Złość jest wibracją wyższą niż bezsilność i beznadzieja. Złość ma już w sobie odrobinę mocy. 

A gdyby tak zamiast zwątpienia poczuć się sfrustrowanym lub zamiast znudzenia znaleźć nadzieję?

Czasem intencjonalnie używam muzyki, by zmieniać emocje, a co za tym idzie podnosić swoje wibracje. Wybieram piosenkę, która zmusza mnie, by poczuć się odrobinę lepiej, niż jeszcze minutę temu. Słucham jej tak długo, aż przesiąknę tym nowym stanem. Potem wybieram kolejny utwór, który znów ciągnie mnie odrobinę do góry. W ten sposób potrafię od smutku i rezygnacji przejść do entuzjazmu i ekscytacji a co najmniej do zadowolenia i błogości. 

Tak samo mogę postępować z własnymi myślami. Skąd wiem, czy wybieram myśli, które podnoszą moje wibracje? To proste – one sprawiają, że doświadczam choćby minimalnej ulgi. Jeżeli wybieram myśli ciągnące mnie w dół, ciało będzie się spinać, a ja poczuję się gorzej.

Sekret sukcesu polega na tym, by nie siłować się że swoimi emocjami i nie próbować zmieniać ich radykalnie za wszelką cenę. Może to bowiem przynieść odwrotny skutek i tylko pogorszyć nam nastrój, stwarzając dodatkowo jeszcze więcej niepotrzebnego oporu w nas. 

Podnoszenie wibracji to nie wyścig, tylko element energetycznej higieny. Nie ważne skąd zaczynam ani jak szybko się poruszam. Ważne, bym zawsze podążała ku górze. 

 


To właśnie emocje mówią nam o tym, co w danym momencie przyciągamy do swojego doświadczenia. Jeżeli chcesz wiedzieć więcej na temat tego, jak działa Prawo Przyciągania, koniecznie zajrzyj TUTAJ.