Człowiek to chyba jedyny gatunek, który napotkawszy na swojej drodze mur, będzie próbował go przebić i to nierzadko głową.

Pod tym względem szczury w laboratoriach zdecydowanie nas przewyższają. Intuicyjnie wiedzą, że jeżeli natrafiają w labiryncie na ścianę, to nie dostaną się tędy do sera. Szybko wybierają inną trasę, która idealnie prowadzi je do celu. Zdają się rozumieć, że przeszkoda nie jest ich wrogiem lecz sprzymierzeńcem, który wyraźnie pokazuje, że nie tędy droga. A gdyby więc tak być bardziej jak szczur?

Żyjemy w wielowymiarowym wszechświecie i poruszanie się po nim może nastręczać trudności, jeżeli nie mamy wyznaczonych ścieżek. Gdy jesteśmy zagubieni, szukamy jakiegoś dowodu na to, że zmierzamy we właściwym kierunku. Spodziewamy się, że gdy go dostaniemy, będzie to przypominało jedną ze scen filmu “Yes Man”. Bohater prosił boga o znak i w tym momencie przed maską jego samochodu pojawiła się ciężarówka wypchana po brzegi znakami… drogowymi. Na każdym z nich widniał napis w stylu: “stop”, “zawróć”, “uwaga”. 

Owszem, czasem zdarza się i tak, ale w rzeczywistości nie potrzebujemy aż takiej dramaturgii. Wystarczy pamiętać, że wybierając to konkretne doświadczenie życia w tym konkretnym ciele i tych konkretnych okolicznościach, wybraliśmy też szlaki, po których chcemy się poruszać. To właśnie te szlaki gwarantują nam najwięcej doznań, po jakie przyszliśmy na tę planetę. Można powiedzieć, że wybraliśmy energetyczny labirynt, po którym będziemy się poruszać. 

Zdaje się, że ze względu na naszą kulturę nie mamy jakoś szczególnie świetnych skojarzeń z labiryntami, ale ten energetyczny naprawdę zasługuje na uznanie. Jego ściany to te wszystkie rzeczy, które wywołują Twój opór, a jego korytarze, to te wszystkie aspekty rzeczywistości, które przynoszą Ci wyjątkowe doświadczenia, po które się tu zjawiłeś. Czy jest więc sens przebijać głową mur, gdy go napotkasz?

Wyobraź sobie, że jedziesz z Krakowa do Gdańska. Oczywistym jest, że aby pokonać ten dystans, korzystasz z wytyczonych dróg. Dzięki temu Twoja podróż będzie nie tylko krótsza, ale też masz pewność, że nie zakopiesz się w jakimś polu, nie wpadniesz do jeziora, ani nie zlecisz ze skarpy. Co więcej, możesz wybrać z dostępnych tras tę, która przyniesie Ci upragnione atrakcje. Jeżeli zależy Ci na prędkości, wybierzesz inną drogę niż wtedy, gdy chcesz jechać spokojnie i podziwiać widoki. 

A teraz wyobraź sobie, że nagle przed sobą widzisz znak “Berlin 15”. Co robisz? Wściekasz się na ten znak? Nawet jeżeli tak, to nie ma to żadnego sensu. Jedziesz dalej w tym samym kierunku? Pewnie nie, bo przecież wiesz, że coś ważnego czeka na Ciebie w Gdańsku. A może rozwalasz znak, piekąc się, że nie jest to napis, który chciałbyś teraz zobaczyć? Podejrzewam, że raczej tego nie zrobisz. Zamiast tych wszystkich rzeczy, po prostu korygujesz kurs.

Znak, to znak – nie jest ani dobry ani zły. Stoi za to w tym konkretnym miejscu, by zakomunikować Ci, że nie tędy droga. Musisz zawrócić.

To właśnie po to jest w naszym życiu wszystko to, co wywołuje nasz opór, nasz wewnętrzny sprzeciw. To właśnie te rzeczy mówią nam, że dajemy naszą uwagę nie temu, czego tak naprawdę pragniemy.

To bardzo proste równanie. Jeżeli złoszczę się na mojego partnera, to oznacza, że skupiam się na tym, czego nie chcę – i to nie tylko w nim. To znaczy, że ogólnie rzecz biorąc skupiam się na tym, czego nie chcę w życiu, w mężczyznach, w bliskich ludziach. Skoro już to wiem, to co mogę z tym fantem zrobić?

Gdy trafiasz na “ścianę” w swoim życiu i czujesz się przez to źle, zrób to proste ćwiczenie. Przenieś się w myślach na idealnie prostą drogę. To może być, na przykład australijska szosa, która ciągnie się od horyzontu po horyzont. Stań na jej środku, twarzą w jednym z kierunków. Zobacz przed sobą to, co Cię mierzi. A teraz powoli odwróć się o sto osiemdziesiąt stopni i zadaj sobie pytanie, co jest przeciwieństwem tego, czego tak bardzo nie chcesz doświadczać. Wszystko, co pojawi się przed Tobą w tej nowej destynacji, to właśnie aspekty, na których powinieneś skupiać swoją uwagę, by dojść tam gdzie pragniesz. 

Jest takie powiedzenie, że “jeżeli nie są otwarte, to znaczy, że to nie Twoje drzwi”.

Walka, zmagania, siłowanie się i tym podobne rozwiązania, to tylko przekonania, które kształtują doświadczenie. I choć prawdopodobnie spotkasz ludzi szczerze w nie wierzących, to jesteś wolny w kwestii dokonania wyboru. Czy naprawdę pragnę powielać te schematy i mocować się ze wszystkim? Czy naprawdę chcę dawać moją cenną uwagę temu, co od samego początku budzi we mnie opór? Temu co sprawia, że czuję się źle? Temu czego wiem, że nie chcę w życiu robić? 

Na jedną górę prowadzi wiele szlaków. Którykolwiek wybierzesz, masz pewność, że dostaniesz się na szczyt. Pytanie nie brzmi więc: “czy wejdę?” O to możesz być spokojny. O tym zadecydowałeś, zanim się tu zjawiłeś. Właściwe pytanie brzmi: “czego chcę doświadczać po drodze?” Jesteśmy tu właśnie po tą unikatową przygodę.